Nie wiem jak Wy, ale ja miałam serdecznie dość zeszłego roku. Trudno mi teraz dokładnie określić wszystkie powody….
…..zmęczył mnie przeokrutnie. Gnał jak szalony, a my razem z nim, do tego jeszcze to wszechobecne straszenie końcem świata….. masakra jakaś !
Nie, żebym się jakoś tego końca bała, bo każdy, kto choć troszkę interesuje się innymi kulturami, kulturą Majów, zdawał sobie sprawę, że to nie koniec świata, a koniec pewnego cyklu ….hmm, wiedza to jedno, a stan duszy i umysłu zagonionych w pogoni za niewiadomo czym-to drugie….
załatwić jak najwięcej, uporządkować wszystkie swoje sprawy, wyprostować swoje życie, nie da się tak bez stresu…, a przecież głowa podpowiadała, że co za różnica, że przecież jakby ten koniec miał nadejść, to obojętnie co byśmy zrobili lub nie zrobili i tak nadejdzie
…i na szczęście skończyło się …kolejna data, wykreowana przez media i domowychnostradamusów poszła w niepamięć. Co niektórzy jeszcze sporo na tym zarobili, filmy, książki, schrony ;) Przeżyliśmy rok 2000-kompy działały, przeżyliśmy grudzień 2012-nie zalało nas, teraz na celowniku są podobno lata 50-te XXIw.